Brigitte Bardot

Należy jej się osobny wpis u mnie. Brigitte Bardot – dla jednych „B.B.”, dla innych symbol rewolucji obyczajowej. 

Kiedy w 1956 roku pojawiła się w filmie „I Bóg stworzył kobietę”, świat wstrzymał oddech. Nie była kolejną „grzeczną” aktorką. Wniosła na ekran naturalność i dzikość, która rozbiła skostniałe konwenanse lat 50. Jej taniec boso w "I Bóg stworzył kobietę" sama widziałam kilkanaście razy - nie można od niej oderwac wzroku! Stała się twarzą francuskiej Nowej Fali i dowodem na to, że ekranowa obecność może być manifestem wolności.

Bardot w ogóle, zdaje się, nie grała według cudzych zasad. Jej feminizm nie brał się z pustych haseł, ale z autentycznego sposobu bycia. Jako jedna z pierwszych kobiet publicznie celebrowała swoją niezależność (także finansową), prawo do własnych wyborów i seksualności. Była wyzwolona, ZANIM to słowo stało się modne. Żyła zresztą zgodnie z powiedzeniem, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne...tam, gdzie chcą. 

W szczycie sławy, mając zaledwie 39 lat, zrobiła coś niewyobrażalnego – porzuciła kino, by całkowicie oddać się walce o prawa zwierząt. Od dekad była ich najgłośniejszą ambasadorką. Jej walka z handlem futrami czy polowaniem na foki pokazała, że prawdziwa siła tkwi w empatii i odwadze przeciwstawienia się okrucieństwu.

Choć świat zapamiętał jej blond loki i „bardotkę”, jej największym pięknem zawsze była niepokorność. B.B. udowodniła, że można być ikoną stylu, pozostając jednocześnie wierną swoim przekonaniom, nawet jeśli płynie się pod prąd.

Wrzucam kilka mniej znanych czarno-białych zdjęć z czasów jej młodości, wygrzebanych na Pinterest. Boże, jaka ona była absolutnie piękna, oszałamiająca wręcz.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz