Fiołek poleca: "The Doors". Żegnając Vala Kilmera.


Na początku lat 90. Val Kilmer zagrał swoją najbardziej ambitną i najlepszą rolę w karierze. Była to rola Jima Morrisona – kontrowersyjnego lidera legendarnego kalifornijskiego zespołu rockowego "The Doors" – w biograficznym filmie Olivera Stone’a z 1991 roku. The Doors powstało w czasie, gdy Stone znajdował się u szczytu swojej reżyserskiej kariery - po zdobyciu Oscara za Pluton, stworzeniu kultowego Wall Street i obsadzeniu Toma Cruise’a w jednej z jego najlepszych ról, czyli w Urodzonym 4 lipca.

Naturalnie więc wydawało się, że The Doors również okaże się kolejnym wielkim sukcesem, jednak rzeczywistość była zupełnie inna. Nie dość, że film ledwo się zwrócił, to nie nominowano go w żadnej kategorii do Oscara. Do dziś pozostaje to jedną z największych zagadek i pomyłek Akademii. Val Kilmer zasłużył ta rolę na wszystkie nagordy świata. 

Nie ma wątpliwości, że Kilmer jest i sercem. i duszą The Doors, to on spina cały film. Perfekcyjnie oddał pogmatwaną, buntowniczą i beztroską osobowość Jima Morrisona. Co więcej, z wyglądu Kilmer był niemal sobowtórem Morrisona, więc trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek inny mógł go wtedy zagrać. Do tego nauczył się śpiewać jak leader zespołu i wykonał na żywo aż 15 utworów do filmu. 

The Doors przedstawia wzlot i upadek legendy, która odeszła z powodu niewydolności serca w młodym wieku, dołączając tym samym do Klubu 27. Biografia, trwająca aż dwie i pół godziny, rozpoczyna się w 1949 roku, gdy młody Jim Morrison (Sean Stone) jest świadkiem wypadku samochodowego na autostradzie w Nowym Meksyku.

W 1965 roku dorosły Jim (grany już przez Vala Kilmera) studiuje na UCLA, gdzie tworzy awangardowy film studencki, spotyka swojego kolegę z klasy, Raya Manzarka (Kyle MacLachlan), zakochuje się w Pameli Courson (Meg Ryan) i zaczyna rozwijać swoją pasję do muzyki, pisząc pierwsze teksty piosenek. Wkrótce powstaje The Doors, a do Raya i Jima dołączają Robby Krieger (Frank Whaley) i John Densmore (Kevin Dillon).

Zespół szybko zdobywa popularność (dzięki przebojowi Light My Fire), ale to nie jest opowieść o zespole. The Doors to w zasadzie film jednego aktora – Vala Kilmera właśnie. Choć jego poświęcenie i fenomenalna kreacja zasługują na uznanie, decyzja Stone’a, by skupić się na narkotycznym szaleństwie Morrisona, sprawia, że film przypomina bardziej psychodeliczną podróż niż klasyczną biografię. Było to ryzykowne posunięcie i do dziś budzi mieszane uczucia.

Jednocześnie trudno zaprzeczyć, że Stone doskonale potrafi zanurkować w psychikę swojego bohatera, stosując eklektyczne podejście – od psychodelicznych wizualizacji po dezorientujące kąty kamery. Wszystko to ma na celu ukazanie świata oczami Morrisona – jego narkotycznych wizji oraz autodestrukcyjnego trybu życia. Ciągłe nadużywanie narkotyków, przypadkowe romanse i obsceniczne zachowania na scenie to tylko część jego szaleństwa.

W każdy razie Val Kilmer to był kawał porządnego aktora. Smuteczek. 

Film do obejrzenia na Prime Video. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz