Bye, bye MTV!

31 grudnia miało miejsce ważne wydarzenie dla mojego pokolenia. Pokolenia X. Otóż po ponad czterdziestu latach zamknęła się na stałe stacja muzyczna MTV. 

Nadawała od 1981r. i szybko stała się jednym z rekwizytów popkultury. Jego fenomenu dzieciaki wychowane na YouTubie i mające dostęp do każdego teledysku na życzenie (żeby nie było, ja też tę wygodę sobie bardzo cenię) raczej nie zrozumieją. Dla dzisiejszego odbiorcy to MTV było już tylko logo, ale dla nas, zwłaszcza tych, którzy dorastali na początku lat 90. to było okno na świay, tło nauki i licealnych imprez, inicjacja w muzyczne  światy.

MTV pojawiła się w Polsce w momencie szczególnym. Pamiętam, jak moja rodzina podłączyła się do telewizji kablowej i programy, znane z domów znajomych, którzy mieli telewizję satelitarną, zagościły na stałe i u mnie. MTV natychmiast stała się jednym z ulubionych. 

To w ogóle były takie dziwne czasy. Z jednej strony była bieda, bezrobocie, upadające zakłady i fabryki, wołomińskie i pruszkowskie gangi. Kraj dopiero uczył się wolności, własnej tożsamości po latach szarości i kontroli. Z drugiej – wszystkiego nagle zaczęło być w bród. To, co kiedyś zdobiło półki w Pewexie i Baltonie, było na wyciągniecie ręki w osiedlaku. I nagle do tego jeszcze w kablówce zaczęły się pojawiać obrazy, które wyglądały jak z innej planety. 

Teledyski. 

Moda. 

Luz. 

Ironia. 

Emocje bez filtra. 

Muzyka, której nie dało się usłyszeć w radiu i której nie trzeba było rozumieć słowo w słowo, żeby ją CZUĆ.

MTV uczyła mmnie i moich rówieśników świata, zanim internet nauczył nas wszystkiego naraz. Uczyła gustu. Cierpliwości. Czekania na ulubiony klip. Nie było żadnych algorytmów, był ktoś, kto był producentem i dyrektorem programu i go po prostu prowadził i był za niego odpowiedzialny. No i w porównaniu z telewizją publiczną, która była bardzo wtedy zachowawcza jeszcze, MTV mieniło się jak cekiny. 

Samo logo było cudowne. Kolorowe, ironiczne, żywe, idealnie pasowało do estetyki pop-artu i… często się zmieniało. Podobnie jak hasła reklamujące stację (kto pamięta „I want my MTV” wypowiadane przez różne gwiazdy?).

Poza tym, że pokazywao teledyski i kształtowano nowe muzyczne gusta, stacja miała gigantyczny wpływ na sposób ubierania się,  fryzury, makijaż i wyznaczania tego, co było „cool”. 

Moja ulubiona seria? Koncerty MTV Unplugged oczywiście. Boże, to one mi pokazały, że muzyka może być naga i krucha. Nirvana, Alice in Chains, Clapton, George Michael, Mariah Carey – to było crème de la crème tej stacji. No i fajne było to, że to były momenty wspólne dla setek ludzi, rozrzuconych po mieście/ kraju, a jednak oglądających to samo w tym samym czasie. 

Skąd ten żal po MTV, która i tak od lat nie była już mejscem do transmisji klipów, ale centrum głupawych reality shows? Być może jestem już wueku, w którym nanizuję na sznurek życia koraliki młodości i przyglądam się im z rozrzewnieniem. Ale chyba nie tylko o to chodzi. MTV tworzyła wspólne doświadczenie pokoleniowe, stwarzała jakieś rytuały (tj.oglądanie  listy przebojów), tworzyła gusta. Dziś wszystko jest strasznie rozproszone, chaotyczne. 

MTV przede wszystkim oczywiście zmieniła sposób słuchania muzyki. Od tej pory muzykę się nie tylko słyszało, ale też oglądało. I, o rajusiu, co to były za teledyski! Długo zastanawiałam się, do którego z setek zapierających dech klipów wrzucić link w komentarzu i po długim namyśle wybrałam „Vogue” Madonny.  Do dziś uważam go za jeden z najwspanialszych w historii teledysków. Jest czarno-biały (rzadkość wtedy, wszystko iskrzyło kolorami), ascetyczny w formie, elegancki i po prostu piękny. Bardziej jak ruchome kadry z pisma, nomen omen, „Vogue”, nawiązujące do kina noir i estetyki lat 40. No i reżyserował go David Fincher, który kilka lat później zrobił film „Siedem”. 

MTV nie zniknęła jak zwykła stacja. Zniknął pewien sposób przeżywania kultury.  Brakuje mi czasem tego, że coś „leci teraz” i jeśli to przegapię – to przegapię naprawdę. Bo teraz mam wszystko. Natychmiast. Na żądanie. I to wcale nie jest do końca dobre. 

P.S. A w komentarzach poproszę linki do ulubionych teledysków, tylko tych z lat 80, 90 i początku 2000, bo te późniejsze to już znamy z YT, nie z MTV. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz